Stracił jackpot, bo za cicho krzyknął

Pochodzący z Wielkiej Brytanii fan bingo stracił jackpot wart £10,000, bo za cicho krzyknął.

Manager go nie usłyszał

Sala bingoPochodzący z Fens w Wielkiej Brytanii, Ronald Price stracił szansę na zdobycie £10,000 w bingo ponieważ, według managera prowadzącego grę, krzyknął za cicho. Kierownik lokalu nie usłyszał jego wezwania i kontynuował losowanie numerów, co kilka sekund później dało zwycięstwo innemu uczestnikowi zabawy.

Zignorował wszystkie sygnały

Cała sytuacja jest o tyle dziwna, że świadkowie zgodnie twierdzą, iż pan Price podniósł rękę i krzyknął umówione „house” natychmiast po trafieniu piątej liczby na swoim kuponie. Jakby tego było mało, gdy manager spokojnie kontynuował losowanie, do niedoszłego zwycięzcy już zmierzał jeden z pracowników lokalu, by sprawdzić jego liczby.

Wyjątkowy pechowiec

To nie pierwszy raz, gdy taka sytuacja spotyka tego gracza. Już w zeszłym roku ten sam klub musiał wypłacić mu nagrodę w wysokości £1,000 po tym, jak miała tam miejsce bardzo podobna sytuacja. Tym razem, aż trudno uwierzyć, że manager nie widział sygnałów o zwycięstwie szczególnie, gdy posłucha się opisu przedstawionego przez panią Price:

„Skakałam z ekscytacji. Ludzie w całym klubie zaczęli krzyczeć, że mój mąż zdobył jackpot. Obsługa musiała to słyszeć, bo podeszła sprawdzić kupon. Gra powinna być przerwana natychmiast.”

Klub ripostuje

Klub Wisbech, w którym odbywała się feralna gra uważa, że wina leży w tym wypadku po stronie gracza. Manager klubu, który prowadzi rozgrywki bingo od 40 lat oświadczył, że uczestnicy zabawy wiedzą o obowiązku głośnego informowania o wygranej. Stoi na stanowisku, że skoro nie usłyszał wezwania, to nie było ono wystarczająco głośne.

Share
e-Mail
Comments (1)
  1. Przeczytałam, że za cicho kichnął, a nie krzyknął! :P
For posting comments to articles on KasynoOnline.pl household rules apply. Click here to read these rules.Post your comment

Unibet Roulette
  • Related articles
  • There are currently no related articles for this article.